Wsparcie i zrozumienie w obliczu choroby…
Ireneusz Gawkowski

Drogi Irku, Będąc ofiarą choroby czujemy się tak, jakby to dotkało tylko nas. Bo przecież to my cierpimy i codziennie musimy odnajdować siłę na zmaganie się z chorobą. Jednak często zapominamy, że nasz kochający partner jest przecież częścią naszego życia i również przeżywa na swój sposób nasze cierpienie, a w wielu przypadkach jego bezsilność może spowodować, że on sam będzie potrzebował wsparcia i zrozumienia.

Jak dużo powinnyśmy wymagać od swojego partnera, kiedy ogranicza nas endometrioza?

2. Czego nasz partner powinien wymagać od nas?

To bardzo ryzykowne pytanie. Powinien, niejako zakłada obowiązek wykonania czegoś, zajęcia jakiegoś stanowiska lub podjęcia decyzji. Powinność jednak ma swoje źródło w wewnątrz mnie, stanowi o mnie samym, jaki powinienem być, co mówić lub jak się zachowywać. Uczymy się jej już od najmłodszych lat. Wzrastamy w określonym klimacie poczucia tego, jak mam się w określonych sytuacjach zachować. Wówczas rodzą się przekonania i wartości, idee i zasady. Przejmujemy je, nasiąkamy nimi i uważamy, że ma być właśnie tak, a nie inaczej. Uczymy się tego od naszych najbliższych, głównie rodziców. Patrzymy jak reaguje mama, jak tata i jak funkcjonują rodzice jako związek. Jeśli powszechny w dzieciństwie jest model kobiety, która bierze na siebie większość obowiązków związanych z funkcjonowaniem domu i wychowaniem dzieci, możemy się wówczas spodziewać przejęcia dwóch rodzajów skryptów. Jeden możemy nazwać wzorem, a drugi antywzorem. Z reguły nie ma idealnego naśladowania, mamy przeważnie jakiś mix. Jednak można założyć, że któregoś wzoru będzie więcej, a któregoś mniej. Przykładowo, córka może być przekonana (stąd często mówimy o przekonaniach), że powinna postępować jak jej matka, co może skutkować powinnością wypływającą z przekonania, że kobieta troszczy się praktycznie o wszystko w rodzinie, a mężczyzna ogranicza swoje działania do zarabiania na utrzymanie. Naturalnie wraz z upływem czasu frustracja wzrasta proporcjonalnie do zmęczenia. Konflikt wówczas wydaje się nieunikniony. Zdarza się jednak również i tak, że idąc tzw. antywzorem, kobieta nie przejmuje wszelkich obowiązków domowych na siebie, lecz wymaga wypełnienia niektórych od swojego męża/partnera. O ile mąż/partner rozumie to (a coraz częściej świadomość mężczyzn w tym zakresie wzrasta) i angażuje się, możemy mówić o współpracy, uwrażliwieniu i zaangażowaniu. Dziś, wiele osób nazwałoby to związkiem/małżeństwem partnerskim. Powinność jednak, to nie to samo co obowiązek. Ten drugi wynika z wymagań zewnętrznych, jakie pojawiają się przyjmując określone postawy i role. Np. w roli pracownika, zobligowani jesteśmy do wykonania swoich obowiązków wynikających z konkretnego stanowiska pracy. Zatrudniając się w określonej firmie, liczymy się, że będziemy musieli wykonywać określone czynności, nasze obowiązki. To subtelne rozróżnienie wydaje się być ważne, aby świadomie podejmować decyzje i być odpowiedzialnym za ich realizacje.

Kolejnym słowem, które należałoby doprecyzować w pytaniu, to wymagać. Ma ono w sobie siłę i jednocześnie przyzwolenie na żądanie określonej postawy od drugiej osoby. Jego moc wzrasta, gdy zestawimy je ze słowem powinien. Nadaje ono arbitralnych uprawnień i kategorycznych sądów. W tym kontekście oznacza, że kobieta zgadza się, aby jej partner/mąż, czegoś od niej domagał się i egzekwował oczekiwanych zachowań. Sadzę jednak, że w pytaniu jest nieco inny zamysł. Rozumiem je jako gotowość kobiety do takich własnych postaw, które wynikają z obszaru powinności, a więc z osobistych wartości i osobistego rozumienia jaką chce być kobietą, żoną/partnerką. Innymi słowy jest to komunikat do mężczyzny: „Pragnę być taką, jaką jestem. W ten sposób chcę pokazywać Tobie moją miłość. Proszę Ciebie, abyś przypominał mi o tym, gdy czasem ból i frustracja spowoduje nieprzyjemną postawę wobec Ciebie”. Zgłębiając dalej tę myśl, możemy zastanowić się nad tym, co partner ma przypominać i do czego się odwoływać. Jako pierwsze jawi się osobista gotowość kobiety do przyjmowania tego odwoływania się. Zgoda na to, że partner robi to, ponieważ go o to prosiła. Jest to świadectwo na współpracę i dowód zaangażowania. Dalej, można w rozważaniu założyć, że nie ma tu ukrytych, celowych wrogich działań partnera wobec jego partnerki. Całość nabiera cech wzajemnej szczerości i otwartości w miłosnym związku. Wzajemne reakcje wskazują, że partnerzy są zaangażowani w pielęgnowaniu relacji. To poczucie budowania wspólnej więzi w konkretnych działaniach, jest czymś niezwykle ważnym dla mężczyzny. Przestaje on poruszać się w sferze domysłów, a realizuje „oczekiwaną instrukcję”. Słowem, „wie, czego ona od niego oczekuje”. Zdejmuje to z mężczyzny balast niepewności i sprawdzania, czy o to jej (partnerce/żonie) chodzi. Owo ukonkretnienie określonych oczekiwanych zachowań, ułatwia wyrażanie własnych potrzeb i pragnień. Zaliczam do nich szczerość i uczciwość w komunikacji.

Kobieta dając takie upoważnienie mężczyźnie, wewnętrznie jest gotowa do udzielania mężowi szczerych informacji dotyczących jej stanu zdrowia i objawów choroby. Aby móc coś zrobić dla swojej partnerki, mężczyzna musi wiedzieć, jak ma postąpić w określonej sytuacji. Nie ma wiedzy medycznej o chorobie, a zasadniczym źródłem wiedzy jest jego żona. To ona powinna „wyedukować” partnera, ponieważ przebieg choroby może być różny. Partner ma wiedzieć, jak jego żona znosi chorobę, co dla niej jest trudne, a z czym radzi sobie świetnie sama. Po takim indywidualnym „kursie pomocy”, jest możliwość, aby mąż trafiał ze swoimi interwencjami. Dla jednych pań, będzie to zajęcie się domowymi obowiązkami, a dla innych, przyniesienie kubka herbaty i pobycie razem przez jakiś czas. Stąd, to wymaganie wydaje mi się dość istotne, lecz podkreślam jeszcze raz, mężczyzna musi wiedzieć to od swojej żony. W gabinecie słyszę takie zastrzeżenia kobiet pod adresem swoich mężów, że oni się nie interesują nimi, a to prowadzi do niezrozumienia. Panie czasem oczekują, że mąż z własnej inicjatywy przeszuka Internet i dokształci się w zakresie endometriozy. Nawet gdyby tak zrobił, nie będzie miał wiedzy o specyficznym sposobie przechodzenia choroby przez jego partnerkę. Bywają takie sytuacje, że partnerzy mają podstawową wiedzę o chorobie, umieją zaopiekować się cierpiącą żoną, lecz mimo ich zaangażowania nie zachodzą istotne zmiany w zdrowieniu. Brak tych postępów, jest nie tylko frustrujący same kobiety, ale również ich partnerów. Dochodzi czasem do nieporozumień i wzajemnego oskarżania się. Ona twierdzi, że on jej nie rozumie, a on uważa, że ona nie dostrzega jego troski o nią samą. Zaryzykuję stwierdzenie, choć może ono nie spodobać się wielu paniom, że powinny zauważyć choćby najmniejszy trud, jaki wkłada mężczyzna w opiekę. To jest motywujące, gdy jest zauważone. Domyślam, że mogę być posądzony o brak wrażliwości. Zbolała i zwinięta w kłębek kobieta, ma doceniać męża!? Tak, ma to zauważyć. Może nie wówczas, kiedy każdy centymetr jej ciała boli, a wnętrze pali żywym ogniem, lecz gdy ból nieco zelży … warto, o tym pamiętać. Za istotne wydaje się również, aby panie wyrażały konkretne potrzeby w konkretnej chwili. Jeśli „przeszkoliły” swojego partnera, że gdy źle się czują, idą do drugiego pokoju, a parter zajrzy i zapyta jak się czuje, czy czegoś nie potrzebuje, to nie zostanie za to skarcony np. słowami: „ a co nie widzisz, co się głupio pytasz?” Mężczyzna pyta się, bo tak został poinstruowany, ale też taką miał potrzebę, czuł powinność, i może przede wszystkim, że zwyczajnie kocha swoją żonę i w ten sposób wyraża swoją miłość i troskę.

Te proste, konkretne przykłady nie wyczerpują odpowiedzi, to oczywiste. Są pewnymi uniwersalnymi wskazówkami w zakresie owych wymagań i powinności. W tym miejscu, jako mężczyzna, zachęcam Was, Drogie Panie do zainwestowania energii w „instrukcję obsługi (własnej) żony/partnerki”. Ten wysiłek z pewnością zaoszczędzi wielu nieporozumień, pogłębi więź i wzmocni relację.