Wierzcie w cuda…

Chcę na wstępie napisać, żebyście wierzyły w cuda… Nie spinajcie się i dajcie losowi pokierować swoim życiem. No i może dam nadzieję innym, że jest jeszcze szansa….
Endometriozę wykryto u mnie dzięki torbieli endometrialnej 25mm. Wtedy dopiero wszystko zeszło się w całość, co próbowałam zdiagnozować przez ostatnie 10 lat. Po miesiącu od wykrycia torbieli odbyła się laparoskopia, stan w środku tragiczny. Lekarz skupił się na jajowodach, jajnikach i przodzie macicy bym mogła zajść w ciążę. Reszta została, nie było szans i czasu. Operacja miała trwać godzinę a trwała ponad dwa razy dłużej. Jelita pozrastane ze sobą i narządami/ścianami jamy brzusznej, zatoką Douglasa- jeden kamień. Jajowody na szczęście drożne w środku, jedynie ujscie było całkowicie zalepione ale udało się to ogarnąć.
Po laparoskopii byłam pół roku na Visanne. Mimo to nadal miałam regularne krwawienia jak przy cyklu oraz bóle brzucha ale o wiele lżejsze jak przy okresie. W kwietniu rok temu odstawiłam Visanne. Tuż po miałam tydzień czasu bardzo intensywną owulację, a po niej zaczął się koszmar; ból, strasznie intensywne krwawienia, ból jelit… Próbowaliśmy 2 miesiące i po tym czasie odpusciłam – dosłownie wszystko.
Usunęłam z życia toksycznych ludzi i to z najbliższej rodziny. Mimo wielu kłopotów i tego, że zawsze nawet durnota powodowała u mnie stres i załamanie, wszędzie widziałam plusy. Ulżyło mi mimo że życie waliło okropne kłody pod nogi, że raczej mało kto by był tak spokojny jak ja się zrobiłam.
Okresy stały się łagodniejsze. Bolały na tyle mało, że z 8 tabletek przeciwbólowych dziennie zeszłam na 4-5 szt, aż nie wierzyłam w to jak bardzo stres wpływał na mnie i moje samopoczucie.
W sierpniu decyzja o dosłownie zero starań, tak aż celibat wyszedł niechcący przez infekcje. Koniec sierpnia szok i niedowierzanie. Okazuje się, że okres mi się spóźnia i test zrobiony dla spokoju pozytywny!!! Myślę sobie, że musi to być z lipca, nie ma innej opcji. Mąż skakał z radości, a ja byłam oziębła w tej kwestii, nie wierzyłam by to było możliwe.
Pierwsze usg było moim zdaniem 8 tyg ciąży. Trach wiadomość, ciąża ma 4 tyg. Mąż zwątpił totalnie, ja też. Ze względu na endo robili mi usg co tydzień a potem co 2 tyg dla obserwacji czy wszystko ok. Przy 3 usg widać serduszko. Wszystko pięknie przyrasta. Cud? Nie ma innej opcji! Przecież ja nawet owulacji wtedy nie miałam tak jak przez te kilkanaście lat co miesiąc poza okresem brania Visanne, było to spowodowane infekcją. Była jedna jedyna opcja. Owulacja w trakcie okresu. Czasem miewałam przerwy w okresie i akurat w tym miesiącu tak było. 5 dni, przerwa 1 dzień i znów 3 dni.
Powiem Wam szczerze. Wierzę w to wszystko dopiero teraz od poniedziałku. Od tego dnia mam swój cud obok siebie. Ciążę przechodziłam ciężko, zrosty bolały nie wolno mi było siedzieć, tylko chodzenie i leżenie. Mała waliła po zrostach, aż miałam skurcze z tego powodu.
Ze względu na cukrzycę ciążową miałam mieć wywoływany poród tydzień przed terminem. W poniedziałek stawiłam się do szpitala, zmierzyli mnie i dziecko. Decyzja „przykro mi ale cc”. Byłam pogodzona z tą opcją ale bałam się panicznie. To było gorsze przeżycie niż laparoskopia. Najgorsze dla mnie było chyba to, że słyszałam co mówi lekarz w trakcie do innych. Był to ten sam, który operował mnie laparoskopowo, bo umiałam tylko jemu zaufać. Okazało się, że nie wiadomo jakby się wszystko skończyło i że dobrze że wyszła cesarka. Niedowierzanie lekarza po wyjęciu małej jak zobaczył stan w środku…. Po chwili wmurowania padły słowa „kategoria cudu”!
Stan jest gorszy niż przed laparoskopią. Jajowody są całkowicie zalepione. Nie wiadomo jak się dostało cokolwiek przez zrosty, co przy cc postarał się jeszcze ogarnąć od nowa, odkleił tył macicy, jajniki.
Ryczałam jak bóbr patrząc na ten mój cud. Jak to się stało nie wiem. Jestem ogromnie wdzięczna losowi, że mi ją dał. Nadal jestem w szoku i nadal stają mi łzy jak patrząc na nią przypomnę sobie jak było to mało możliwe.
Teraz czeka mnie skończenie połogu. Jest okrutnie bolesne każde przewracanie się bo jelita zrośnięte ze sobą strzelają i bolą diabelnie, a mięśnie nie trzymają wnętrzności w ryzach. Ale gdy na nią patrzę wiem, że było warto.
Wierzcie w cuda. Ja teraz wierzę, że los cokolwiek ma nam do dania da bez względu na wszystko. A prezenty są pozawijane w największe przeciwności losu!
Buziaki ❤️
Joanna Żołądek