Jak dużo powinnyśmy wymagać od swojego partnera, kiedy ogranicza nas endometrioza?
Ireneusz Gawkowski

Drogi Irku,

Będąc ofiarą choroby czujemy się tak, jakby to dotykało tylko nas. Bo przecież to my cierpimy i codziennie musimy odnajdować siłę na zmaganie się z chorobą. Jednak często zapominamy, że nasz kochający partner jest przecież częścią naszego życia i również przeżywa na swój sposób nasze cierpienie, a w wielu przypadkach jego bezsilność może spowodować, że on sam będzie potrzebował wsparcia i zrozumienia.

1. Jak dużo powinnyśmy wymagać od swojego partnera?

Wymaganie niesie swoistą konotację, dość twardą i nieco roszczeniową. Z drugiej strony, trudno zastąpić to innym słowem, które będzie wyrażało zaangażowanie i troskę. Sądzę, że każdy człowiek oczekuje w sposób naturalny od swoich najbliższych zainteresowania, opieki i uważnienia. Jestem z Tobą, więc zakładam jakiś osobisty wysiłek, aby mimo czasem własnego oporu, sprostać Twoim oczekiwaniom. Dopóki sprawy dzieją się bez wysiłku, czyli korzystają z energii wczesnego okresu zakochiwania się, zauroczenia czy fascynacji, nie dochodzi do nieporozumień. Jednak ten okres nie trwa wiecznie. Jest on charakterystyczny dla początkowych faz związku: intymności i bliskości. Nasilenie stanów emocjonalnych przybiera szybko na sile i równie szybko wzrasta. Wówczas ulegamy przekonaniu, że to właśnie TEN/TA, a życie upłynie niczym puenta baśni: „…i żyli długo i szczęśliwie”.

Wraz z nową znajomością rozpoczyna się czas budowania bardzo ważnej, chyba najważniejszej, fazy związku jakim jest zaangażowanie. Wyraźnie w swoich książkach piszą o tym różni autorzy, np. prof. Bogdan Wojciszke w Psychologii miłości, jak również Sue Johnson w Przytul mnie. Krzywa zaangażowania wzrasta mniej spektakularnie niż intymność i bliskość. Wznosi się powoli w dłuższej perspektywie czasu, aż do osiągnięcia określonego poziomu. Poziom ten jest różny dla różnych par, ale z całą pewnością jest niższy od szczytów intymności i bliskości. Związek odbierany jest jako satysfakcjonujący, gdy każda osoba w parze ma wzajemnie przekonanie, że dba o jakość relacji i dostrzega podobne działanie z drugiej strony. Można założyć, że wysiłek w budowanie i dbałość o relacje jest na zbliżonym poziomie. Nikt nie czuje się wykorzystywany i nikt nie czuje się niedoceniony.

Teraz właśnie pojawia się to bardzo ważne pytanie: jak dużo powinniśmy wymagać od swojego partnera? Wydaje się słuszne zrobienia założenia, że w przypadku choroby przewlekłej, równowaga zaangażowania ulega zachwianiu. Jedna ze stron z racji niedyspozycyjności, nie jest w stanie nie tylko wykonywać swoich obowiązków, ale również być nadal zaangażowana na tym samym poziomie, co przed chorobą. Doświadczenie podpowiada, że wysoki poziom zaangażowania w związku, może stanowić bazę do naturalnego zaakceptowania tej dysproporcji. Kwestię ile to jest dużo, a ile mało, warto pozostawić nierozstrzygniętą. Granica jest płynna i zależy od perspektywy patrzenia. Pozostają jednak pewne ramowe zasady, które mogą stanowić punkt odniesienia. Ważne wydaje się, określenie ich wspólne przez parę. Osobiście zaliczyłbym do nich zasadę rzetelnej informacji o faktach. Partner osoby chorej powinien zapoznać się z konsekwencjami jakie niesie choroba. Warto, aby uczestniczył we wspólnych wizytach lekarskich i dowiedział się od specjalisty o specyfice choroby. Z pewnością pomoże mu to lepiej zrozumieć zmiany zachodzące w partnerce i właściwie się do nich ustosunkować. „Niewidzialna” choroba stanie się wówczas bardziej czytelna. Towarzyszenie chorej podczas wizyt lekarskich, poświecenie jej dodatkowego czasu na bycie razem, jest oznaką dostępności o której wspomina przywołana już S. Johnson w swojej książce. Jestem dla Ciebie dostępny, to znaczy, możesz na mnie liczyć, że będę przy Tobie gdy będziesz mnie potrzebować. Będę informował Ciebie gdzie jestem w określonej porze dnia i powiem Tobie jak możesz ze mną się skontaktować. Ta postawa zakłada, że partner nadal wykonuje swoje codzienne obowiązki, jak praca zawodowa czy załatwianie różnych codziennych spraw. Jednakże ukierunkowuje się, udostępnia na swoją chorą partnerkę. Rozważnie i świadomie ustala swoje priorytety w których na pierwszy plan wychodzi żona/partnerka. Wydaje się ważne, aby para wspólnie to ustaliła i wprowadzała w życie. Gdy pojawiają się nieporozumienia, nadal jednym z najlepszych powodów pozostaje rozmowa o tym. Podziękowanie za to, co dobrze wychodzi i poszukanie innych rozwiązań dla tych spraw, które wymagają korekty. Zdarza się, że ustalenie tych priorytetów jest z różnych powodów dość trudne. Kryją się za tym osobiste skrypty emocjonalne i przekonania, które mogą wymagać osobistej pracy nad sobą.

Dopełniając sposób rozumienia związku przez S. Johnson, należy wspomnieć o trzecim elemencie, którym wg tej znanej specjalistki od par jest uwrażliwienie. Zatem mamy teoretyczny konglomerat: DUZ, czyli Dostępność, Uwrażliwienie i Zaangażowanie. Myślę, że uwrażliwienie doskonale wpisuje się w zakres „wymagań” od swojego partnera. Naturalnym jest, że każdy ma inny poziom wrażliwości. Dla jednych bardzo mocnym przeżyciem jest widok rozjechanego zwierzęcia na drodze, a dla innych będzie to tylko przeszkoda do ominięcia. W kontekście choroby bliskiej osoby, jesteśmy z początku bardziej wrażliwsi i bardziej skłonni do pomocy. Jednak w przypadku choroby przewlekłej zdarza się, że nasza wrażliwość emocjonalna i behawioralna z czasem nieco spada. Uwrażliwienie, to raczej postawa, a nawet wysiłek, w ciągłym uświadamianiu sobie, że druga osoba cierpi. Odczuwa ból po swojemu, w sobie znanym intymnym wydaniu. Oczekiwanie/wymaganie, że partner będzie na mnie uwrażliwiony, to znaczy, że nie będzie podważał mojego cierpienia i nie będzie go porównywał ze swoim. Chodzi o taką postawę, której można wymagać, że partner nie musi, bo nie może czuć tego samego, lecz przyjmuje MNIE i moją chorobę. Nie podważa jej istnienia (bo jej nie widzi) i nie obwinia mnie za nią. Dość istotną kwestią jest fakt, że mężczyźni mają tendencje do szukania szybkich rozwiązań, załatwienia sprawy i zapomnienia o problemie. Kobiety z reguły potrzebują nie konkretnych rozwiązań, lecz porozmawiania, przegadania problemu. Rozwiązanie jest w nich, lecz niejako muszą usłyszeć same siebie, co zamierzają zrobić. Zrozumienie tego faktu, pomoże uniknąć niepotrzebnych nieporozumień i wzajemnych oskarżeń. Ułatwi jednocześnie podejmowanie konkretnych zmian, których wymaga sytuacja. Z reguły mężczyźni, chcą być pomocni i troskliwi wobec swoich parterek i żon. Pragną czuć swoją siłę, którą mogą wykorzystać dla swojej partnerki. Czasem jednak potrzebują wskazówki, swoistej instrukcji obsługi, jak postępować wobec chorej żony. Wymagać zatem można tego, aby mężczyzna wysłuchał tego czego pragnie kobieta. Dobrze jednak, aby to właśnie ona udzieliła mu tych instrukcji osobiście. Jest wówczas szansa, że wymagania mogą być spełnione.

  • W kolejnych artykułach Ireneusz odpowie na następujace pytania:

2. Czego nasz partner powinien wymagać od nas?

3. O czym należy pamiętać w partnerskim związku uwikłanym chorobą?

http://www.psychoterapiagawkowski.pl