Doprowadziła organizm do homeostazy – historia Weroniki…
Witam wszystkie dziewczyny!
Chciałam opisać tutaj swoją historię…
            W roku 2015 zdiagnozowano u mnie endometriozę i miałam wtedy 20 lat. Od zawsze borykałam się z bolesnymi miesiączkami, a w tym czasie również z bólami pęcherza, pleców… Miałam jeszcze wiele innych dolegliwości, o których nawet nie chcę mówić, a miały swoje źródło w endometriozie. W roku 2015 (sierpień) przeszłam swoją pierwszą laparoskopię i wtedy torbiel była wielkości 7cm. Wykryto również małe ogniska endometriozy na pęcherzu, jelitach, otrzewnej i w zatoce Douglasa. Po operacji brałam tabletki Visanne, ale kuracja nie trwała za długo, ponieważ wywoływały one u mnie takie bóle głowy, że nie byłam w stanie funkcjonować. Już w grudniu 2015 roku pojawiła się kolejna torbiel i wtedy już postanowiłam brać Visanne mimo wszystko. I tak torbiel pojawiała się i znikała… Aż w końcu okazało się, że mimo wszystko torbiel rośnie i należy ją wyciąć. Wtedy też przeżywałam najgorszy okres w związku z chorobą, ponieważ bolała mnie noga (torbiel chyba uciskała jakiś nerw) i brałam mnóstwo tabletek przeciwbólowych, a w wyniku tego moje wyniki krwi były okropne. Chciałam jeszcze dodać, że przeszłam w związku z endometriozą szereg badań. Miałam robione m.in. wielokrotnie badania na CA-125, test ROMA, rezonans magnetyczny.
          Przeszłam drugą (2017r.) operację i zażywałam Zoladex przez 3 miesiące. Po Zoladexie czułam się też bardzo źle – uderzenia gorąca (okropne), bezsenność i obniżony nastrój. Później (2018r.) odbyła się moja trzecia operacja i znowu trzy miesiące zażywałam Zoladex. Oczywiście nie pomógł i jak tylko kuracja się skończyła, to problemy wróciły. Wtedy też poczułam się zrozpaczona i utraciłam wszelką nadzieję na to, że jeszcze kiedykolwiek będę żyła normalnie. Zawsze uważałam na dietę i jadłam wszystkie produkty, które uznaje się za pomocne przy tej chorobie. Nie jadałam też mięsa i nigdy nie piłam alkoholu, nie paliłam papierosów. Wtedy mój zapał do wyzdrowienia totalnie osłabł i zdałam się na pomoc rodziny, która też przeżywała to wszystko. Razem zdecydowaliśmy, że pójdę do bioenergoterapeuty i tam poszukam pomocy.
               Z tego miejsca chcę zaznaczyć, że jestem osobą wierzącą i zawsze mówiłam, że moja noga nie postanie w takim gabinecie, jednak moje zwątpienie było tak wielkie, że łapałam się wszystkiego, żeby tylko sobie ulżyć. Proszę też o to, aby nie oceniać moich wyborów, ponieważ człowiek chory jest w stanie zrobić i uwierzyć we wszystko, żeby tylko uzyskać pomoc.
               Tak więc poszłam do tego gabinetu, przepisano mi preparaty homeopatyczne (Hormeel i Gynacoheel) oraz okłady z olejku rycynowego. Oprócz tego chodziłam do gabinetu co dwa tygodnie. Po pół roku ustąpiły wszelkie bóle, a po torbieli nie było śladu.
Minął rok i od tego czasu mam spokój, co nigdy nie trwało tak długo. Chciałam powiedzieć, że moim zdaniem (podkreślam: moim) w walce z endometriozą bardzo ważny jest również stan psychiczny i zawsze warto udać się do psychologa/specjalisty, aby porozmawiać. Często choroba wyklucza nas z życia społecznego i człowiek zamyka się w sobie i nie rozumie, czemu spotyka go takie nieszczęście, dlatego tym bardziej polecam takie rozmowy.
              Post piszę po to, aby dać nadzieję wszystkim zwątpionym dziewczynom. Zwłaszcza, że ja – trzy lata – wakacje, spędziłam w szpitalu i na powrocie do zdrowia po laparoskopiach i wiem, jak można się czuć w tej sytuacji. Wierzę, że każda wa Was w końcu trafi na dobrego specjalistę i będzie mogła cieszyć się życiem na 100%!
              Gdyby ktoś miał pytania odnośnie mojej historii, to chętnie odpowiem  (kontakt przez grupę na Fb Endometrioza-Antidotum).
Pozdrawiam i ściskam wszystkie z Was!
Weronika Staniczek